To jest własnie szczęście.
Proza słowa, nieważne jak bardzo wyszukanego, jest tylko prozą.Jak wielu słów trzeba użyć, żeby opowiedzieć co się w takich chwilach czuje.
Dlaczego chce się to opowiedzieć? Bo chce się.
Stoję na zboczu góry, na której gładkie, bardzo strome ściany wspinałam się na czworakach, smagana wiatrem, zmuszającym do uwagi przy każdym stąpnięciu.Docieram do małej jaskini zasłoniętej kolczastym kaktusem. Wsuwam się i półleżąc podziwiam.Pofalowany wzgórzami horyzont, którego ostatecznym przeznaczeniem jest ocean, ląd, od milionów lat ten sam, i taki sam.
Obserwuję brzeg, który w jednym miejscu woda z czułością głaszcze piaskiem i uwodzi drogocennym szmaragdem, gdzie indziej próbuje białą pianą rozbawić czarne bazalty skał.
Jak to, to wszystko tylko dla mnie? Zachwyt i zdumienie.
Ląd, który człowiek tak chętnie zamienia w okropne blokowiska zapełnione mrówczymi, upartymi w swym marszu ku przetrwaniu-zagładzie bytami, tutaj broni się już wiele milionów lat.
Nie wiem jaki jest powód, że akurat ten kawałek ziemi, a właściwie skały na środku chłodnego oceanu nie pozwala na to, by człowiek ze swoją zgubną inwencją zdobył go i zużył.
Tutaj można jedynie nieśmiało i delikatnie próbować towarzyszyć tej antycznej i intensywnie odczuwalnej energii starego, antycznego świata. Ziemia ta, jeśli nawet kiedyś była zaludnioną Atlantydą w odróżnieniu od jej mieszkańców, ocalała.
Teraz czasem pozwala nam nieco na zbliżenie, ale jak tylko w swej bucie rozpędzimy się za bardzo, przypomni nam o swojej sile.
Co z tego, że udajemy bohaterów grając w golfa u podnóża czynnego wulkanu na Hawajach, zamieszczając zaraz potem zdjęcia na facebooku. W następnej chwili nie ma ani pola golfowego ani tej reklamy na bilboardzie w tle, ani w końcu tych graczy..
Co z tego, że opływamy glob na jachcie w pojedynkę, czy wspinamy się w najbardziej niesprzyjających warunkach na wysokie szczyty.Giniemy w odmętach czy na ścianie K2, bo taki jest nasz wybór.
Teraz, tutaj, mam szansę na taką własnie obecność, szansę na szlachetność powietrza, gdzie nic nie jest w stanie wypłoszyć ze mnie stanu wewnętrznego skupienia.Tutaj.Teraz.
Na trudno dostepnym zboczu znalazłam jaskinię, a w niej skarby.Ci którzy tam docierają zostawiaja coś niczego nie zabierając, ja też zostawiłam.
Widok ze zbocza Tindayi.
Stoję na zboczu góry, na której gładkie, bardzo strome ściany wspinałam się na czworakach, smagana wiatrem, zmuszającym do uwagi przy każdym stąpnięciu.Docieram do małej jaskini zasłoniętej kolczastym kaktusem. Wsuwam się i półleżąc podziwiam.Pofalowany wzgórzami horyzont, którego ostatecznym przeznaczeniem jest ocean, ląd, od milionów lat ten sam, i taki sam.
Obserwuję brzeg, który w jednym miejscu woda z czułością głaszcze piaskiem i uwodzi drogocennym szmaragdem, gdzie indziej próbuje białą pianą rozbawić czarne bazalty skał.
Jak to, to wszystko tylko dla mnie? Zachwyt i zdumienie.
Ląd, który człowiek tak chętnie zamienia w okropne blokowiska zapełnione mrówczymi, upartymi w swym marszu ku przetrwaniu-zagładzie bytami, tutaj broni się już wiele milionów lat.
Nie wiem jaki jest powód, że akurat ten kawałek ziemi, a właściwie skały na środku chłodnego oceanu nie pozwala na to, by człowiek ze swoją zgubną inwencją zdobył go i zużył.
Tutaj można jedynie nieśmiało i delikatnie próbować towarzyszyć tej antycznej i intensywnie odczuwalnej energii starego, antycznego świata. Ziemia ta, jeśli nawet kiedyś była zaludnioną Atlantydą w odróżnieniu od jej mieszkańców, ocalała.
Teraz czasem pozwala nam nieco na zbliżenie, ale jak tylko w swej bucie rozpędzimy się za bardzo, przypomni nam o swojej sile.
Co z tego, że udajemy bohaterów grając w golfa u podnóża czynnego wulkanu na Hawajach, zamieszczając zaraz potem zdjęcia na facebooku. W następnej chwili nie ma ani pola golfowego ani tej reklamy na bilboardzie w tle, ani w końcu tych graczy..
Co z tego, że opływamy glob na jachcie w pojedynkę, czy wspinamy się w najbardziej niesprzyjających warunkach na wysokie szczyty.Giniemy w odmętach czy na ścianie K2, bo taki jest nasz wybór.
Teraz, tutaj, mam szansę na taką własnie obecność, szansę na szlachetność powietrza, gdzie nic nie jest w stanie wypłoszyć ze mnie stanu wewnętrznego skupienia.Tutaj.Teraz.
Na trudno dostepnym zboczu znalazłam jaskinię, a w niej skarby.Ci którzy tam docierają zostawiaja coś niczego nie zabierając, ja też zostawiłam.
Widok ze zbocza Tindayi.


Komentarze
Prześlij komentarz