Zmiany? Stąd nie widać żadnych zmian.
Przeczytałam swój wpis sprzed roku prawie i się uśmiechnęłam. Bo po tych kilkunastu miesiącach zaszło tutaj niewiele zmian. We wsi życie toczy się, jak toczyło przez wszystkie te lata od kiedy tutaj jestem.Gdzieś tam, w świecie wirusy szaleją, ludzie wariują, a tutaj, gdyby nie internet czy TV, nikt by tego nie zauważył.No może dopiero patrol policyjny by nam uświadomił, że nie możemy się udać sklepu bez spec-zabezpieczeń.
Mnie by może nawet "dopadli", bo jeżdżę na rowerze po pustyni, a ponoć nie wolno.
I to wszystko.
Do sąsiadki z domu obok, chodzącej z balkonikiem i opiekunką co weekend przyjeżdzają synowie jak zwykle, Tyle, że nie grilują i nie hałasują stadem dzeciaków.
Brytyjscy emeryci piją w domach bo bar zamknięty, a Maria narzeka bo swój też musiała zamknąć i nie zarabia.
Vincente, Chorwat z Zagrzebia, który wybrał to miejsce na emeryturę, po latach pracy jako pizzaiolo we Francji, trochę cierpi ( choć nic nie mówi) bo co rano schodził ze swojego mieszkania , które wynajmuje nad barem, żeby napić się porannej kawy i rumu z wodą, pogadać z Marią i ze mną o pogodzie i najnowszych wieściach z kosmosu.
Vincente to ciekawa postać.Po tym jak dość ryzykownie uciekł z kumplami z socjalistycznej Jugosławii , pracował we Francji jako pizzerman, lub jak mówi pizzaiolo, osiadł tutaj na tak zwaną starość.Interesuje sie obcymi cywilizacjami,ogląda Discovery i zawsze ma dla mnie jakieś nowe wieści.Opowiadał ( z początku niezbyt wylewnie, bo nie wiadomo kto ja i "dla kogo pracuję") że w Cannes i w Paryżu, był wziętym fachowcem, który budował piece do wypiekania pizzy i nie miał sobie w tym równych.Pizzę też robił najlepszą, a pewnego razu nawet Elizabeth Taylor z Richardem Burtonem u niego jedli.Podał mi nazwę tego lokalu i kiedy po chwili pokazałam na Google Street View, że ta pizzeria w Paryżu jest i funkcjonuje jeszcze pod starym adresem, to otarł ukradkiem łzę.Minęło już kilkadziesiąt lat od kiedy wyjechał na Wyspy Kanaryjskie i tutaj też dał się namówić paru Majorero na uruchomienie smacznego biznesu. Nie musiał, bo miał już francuską emeryturę.Ale czego się nie robi dla towarzystwa no i dla zabawy.
Nigdy się nie ożenił, coś tam kiedyś lekko napomknął o córce właściciela jednego z lokali , w którym pracował, ale raczej stoi na stanowisku "żadnych żon , żadnych dzieci". Ma tutaj kilku znajomych, ale raczej wśród klasy urzędniczej. Majoreros nie są dla niego partnerami do rozmów,czasami gra z nimi w domino.
Jest bardzo uczynny i ma tzw kindersztubę.Jeśli czasem go poproszę, żebyśmy pojechali do Lidla, to jeszcze nigdy nie odmówił,oczywiście ja płacę za benzynęMa starego Peugeota i prowadzi pewnie mimo swoich 77 lat.
Jest trochę podobny do mojego wujka i z wyglądu i ciut z charakteru, no i jest Słowianinem, jak sam lubi podkreślać, mamy jakiś rodzaj pokrewieństwa, dlatego się polubiliśmy.Bez wylewności oczywista.
W zeszłym roku dał się nawet zaprosić na wigilię.
No więc, w ścisłym lockdownie, on jako singiel trochę cierpiał z powodu zamknięcia baru, ale domyślam się, że jeździł do innej wsi, takiej w górach gdzie jest tajny, nieoznakowany lokal, tylko dla swoich, prowadzony przez nestora dużej rodziny.
Byłam z Vinko na 50 jubileuszu małżeństwa tego pana.Było tam ze sto osób, dzieci wnuków i sąsiadów i tylko jedna cudzoziemka, ja.Vinko tam jest traktowany jak swój.Bar kiedyś miał licencję i szyld ale właściciel jest wiekowy i otwiera tylko dla starych znajomych.
Na wyspie było w porywie ok 30 zakażonych coronawirusem,(populacja to ok 130.000) ale tylko dwie osoby w szpitalu.Reszta na dozorze domowym.Teraz już tylko kilka osób ma wirusa, ale te które leżały w szpitalu wyzdrowiały.
Wczoraj wieczorem wyłowiono kolejny ponton z imigrantami: 35 osób wsadzono na łódź ratunkową i przywieziono na ląd.Jak zwykle młodzi, dobrze zbudowani ciemnoskórzy mężczyźni, którzy słono zapłacili za tę podróż ( ok 3000 USD na głowę).
moja dzisiejsza eko-dostawa
Mnie by może nawet "dopadli", bo jeżdżę na rowerze po pustyni, a ponoć nie wolno.
I to wszystko.
Do sąsiadki z domu obok, chodzącej z balkonikiem i opiekunką co weekend przyjeżdzają synowie jak zwykle, Tyle, że nie grilują i nie hałasują stadem dzeciaków.
Brytyjscy emeryci piją w domach bo bar zamknięty, a Maria narzeka bo swój też musiała zamknąć i nie zarabia.
Vincente, Chorwat z Zagrzebia, który wybrał to miejsce na emeryturę, po latach pracy jako pizzaiolo we Francji, trochę cierpi ( choć nic nie mówi) bo co rano schodził ze swojego mieszkania , które wynajmuje nad barem, żeby napić się porannej kawy i rumu z wodą, pogadać z Marią i ze mną o pogodzie i najnowszych wieściach z kosmosu.
Vincente to ciekawa postać.Po tym jak dość ryzykownie uciekł z kumplami z socjalistycznej Jugosławii , pracował we Francji jako pizzerman, lub jak mówi pizzaiolo, osiadł tutaj na tak zwaną starość.Interesuje sie obcymi cywilizacjami,ogląda Discovery i zawsze ma dla mnie jakieś nowe wieści.Opowiadał ( z początku niezbyt wylewnie, bo nie wiadomo kto ja i "dla kogo pracuję") że w Cannes i w Paryżu, był wziętym fachowcem, który budował piece do wypiekania pizzy i nie miał sobie w tym równych.Pizzę też robił najlepszą, a pewnego razu nawet Elizabeth Taylor z Richardem Burtonem u niego jedli.Podał mi nazwę tego lokalu i kiedy po chwili pokazałam na Google Street View, że ta pizzeria w Paryżu jest i funkcjonuje jeszcze pod starym adresem, to otarł ukradkiem łzę.Minęło już kilkadziesiąt lat od kiedy wyjechał na Wyspy Kanaryjskie i tutaj też dał się namówić paru Majorero na uruchomienie smacznego biznesu. Nie musiał, bo miał już francuską emeryturę.Ale czego się nie robi dla towarzystwa no i dla zabawy.
Nigdy się nie ożenił, coś tam kiedyś lekko napomknął o córce właściciela jednego z lokali , w którym pracował, ale raczej stoi na stanowisku "żadnych żon , żadnych dzieci". Ma tutaj kilku znajomych, ale raczej wśród klasy urzędniczej. Majoreros nie są dla niego partnerami do rozmów,czasami gra z nimi w domino.
Jest bardzo uczynny i ma tzw kindersztubę.Jeśli czasem go poproszę, żebyśmy pojechali do Lidla, to jeszcze nigdy nie odmówił,oczywiście ja płacę za benzynęMa starego Peugeota i prowadzi pewnie mimo swoich 77 lat.
Jest trochę podobny do mojego wujka i z wyglądu i ciut z charakteru, no i jest Słowianinem, jak sam lubi podkreślać, mamy jakiś rodzaj pokrewieństwa, dlatego się polubiliśmy.Bez wylewności oczywista.
W zeszłym roku dał się nawet zaprosić na wigilię.
No więc, w ścisłym lockdownie, on jako singiel trochę cierpiał z powodu zamknięcia baru, ale domyślam się, że jeździł do innej wsi, takiej w górach gdzie jest tajny, nieoznakowany lokal, tylko dla swoich, prowadzony przez nestora dużej rodziny.
Byłam z Vinko na 50 jubileuszu małżeństwa tego pana.Było tam ze sto osób, dzieci wnuków i sąsiadów i tylko jedna cudzoziemka, ja.Vinko tam jest traktowany jak swój.Bar kiedyś miał licencję i szyld ale właściciel jest wiekowy i otwiera tylko dla starych znajomych.
Na wyspie było w porywie ok 30 zakażonych coronawirusem,(populacja to ok 130.000) ale tylko dwie osoby w szpitalu.Reszta na dozorze domowym.Teraz już tylko kilka osób ma wirusa, ale te które leżały w szpitalu wyzdrowiały.
Wczoraj wieczorem wyłowiono kolejny ponton z imigrantami: 35 osób wsadzono na łódź ratunkową i przywieziono na ląd.Jak zwykle młodzi, dobrze zbudowani ciemnoskórzy mężczyźni, którzy słono zapłacili za tę podróż ( ok 3000 USD na głowę).
moja dzisiejsza eko-dostawa
na moje oko to Senegalczycy.
Służby przejęły matkę i dziecko
Wśród wyłowionych była tylko jedna kobieta, ale na zdjeciach jej nie widać bo w trakcie tej podróży urodziła dziecko i natychmiast przewieziono ją i maleństwo do szpitala, gdzie się nimi troskliwie zajęto.Zdjecia z portu by Onda Fuerteventura
I to chyba wszystko z nowości.
Dla mnie jest o tyle łatwiej, że nie muszę sie fatygować na targ po owoce i warzywa, bo miejscowi się skrzyknęli i dowożą na zamówienie do domu.Właśnie przed chwilą dostarczono truskawki.Muszę kończyć bo ślinka mi leci.
Hasta luego.


Komentarze
Prześlij komentarz