Posty

Zmiany? Stąd nie widać żadnych zmian.

Obraz
Przeczytałam swój wpis sprzed roku prawie i się uśmiechnęłam. Bo po tych kilkunastu miesiącach zaszło tutaj niewiele zmian. We wsi życie toczy się, jak toczyło przez wszystkie te lata od kiedy tutaj jestem.Gdzieś tam, w świecie wirusy szaleją, ludzie wariują, a tutaj, gdyby nie internet czy TV, nikt by tego nie zauważył.No może dopiero patrol policyjny by nam uświadomił, że nie możemy się udać sklepu  bez spec-zabezpieczeń. Mnie by może nawet "dopadli", bo jeżdżę  na rowerze po pustyni, a ponoć nie wolno. I to wszystko. Do sąsiadki z domu obok, chodzącej z balkonikiem i opiekunką co weekend przyjeżdzają synowie jak zwykle, Tyle, że nie grilują i nie hałasują stadem dzeciaków. Brytyjscy emeryci piją w domach bo bar zamknięty, a Maria narzeka bo swój też musiała zamknąć i nie zarabia. Vincente, Chorwat z Zagrzebia, który wybrał to miejsce na emeryturę, po latach pracy jako pizzaiolo we Francji, trochę cierpi ( choć nic nie mówi)  bo co rano schodził ze swojego mieszka...
Obraz
Wszystko już było? Jest 3 lipca 2019 roku. Jestem sobie na tej swojej wyspie  (można powiedzieć "siedzę sobie na Kanarach")  w miejscu, które sama wybrałam do życia.Z wielu powodów.Napisałam o nich gdzie indziej. No więc, siedzę tutaj sobie cichutko, ale jako, że nie spuszczam rzeczywistości z oka, widzę coraz to lepiej, z daleka rzeczywiście lepiej widać, szerzej po prostu.Z jednej strony mam Europę, obok Afrykę, z drugiej Amerykę Południową. Ale o tem potem. Oto co widzę z bliska. We wsi mam sąsiadów z  różnych, na pozór dalekich światów.Naprawdę na pozór. Lokalsi to cztery czy pięć generacji mieszanego pochodzenia, ale mówią językiem hiszpańskim, więc są potomkami konkwisty.Z prawej strony Nikolas, były kierowca ciężarówki, po dwóch zawałach.Jego rodzina to żona pochodząca z tej samej wyspy i córka 17-letnia uczennica.Wszyscy dość tędzy, nie przyjmujący do wiadomości, że pączki są powodem ich kłopotów z utrzymaniem wagi i ze ...

Przyjechałam, rozejrzałam się, zostałam.

Obraz
Moja wyspa nikogo nie pozostawia obojętnym. Ludzie tutaj przyjeżdżają i albo od razu się zakochują, ci są w większości, albo wręcz przeciwnie, nigdy więcej nie chcą wrócić. Jeśli ktoś się do mnie wybiera pierwszy raz, uprzedzam, żeby zrobił rozpoznanie, bo jeśli myli Kanary z Karaibami, czeka go rozczarowanie.     Jednak w zdecydowanej większości, moi goście, jeśli nie ulegają zauroczeniu od razu, po kilkunastu dniach przyznają, że "coś w tym miejscu jest". Dla jednych jest oazą spokoju, gdzie nic nie zakłóca krajobrazu, gdzie horyzont jest okrągły, a pionowe są tylko słupy energetyczne, dla innych  brak drzew,bujnej  roślinności jest dojmujący. Ja zakochałam się w tym lądzie od pierwszego wejrzenia, przyjechałam tu na wakacje w połowie lat 90 tych. Wcześniej poznałam  inne wyspy, Gran Canarię i Teneryfę. Fuerteventura od razu mnie zagarnęła. Hotel, w którym mieszkałam stal pośrodku pustyni, nad samym brzegiem oceanu, ale kiedy wychodziło się na podja...

To jest własnie szczęście.

Obraz
   Nie za każdym razem, ale często, kiedy ruszam w drogę,  samochodem,  na rowerze, czy pieszo, myślę, jak można opowiedzieć słowem o tym, co się przeżywa  obcując z takim pięknem. Proza słowa, nieważne jak bardzo wyszukanego, jest tylko prozą.Jak wielu słów trzeba użyć, żeby opowiedzieć co się w takich chwilach czuje. Dlaczego chce się to opowiedzieć? Bo chce się. Stoję na zboczu góry, na której gładkie, bardzo strome ściany wspinałam się na czworakach, smagana wiatrem, zmuszającym do uwagi przy każdym stąpnięciu.Docieram do małej jaskini zasłoniętej kolczastym kaktusem. Wsuwam się i półleżąc podziwiam.Pofalowany wzgórzami horyzont, którego ostatecznym przeznaczeniem jest ocean, ląd, od milionów lat ten sam, i taki sam. Obserwuję brzeg, który w jednym miejscu woda z czułością głaszcze  piaskiem i uwodzi  drogocennym szmaragdem, gdzie indziej próbuje białą pianą rozbawić czarne bazalty skał. Jak to, to wszystko tylko dla mnie? Zachwyt i zdu...

Przygoda filmowa.

Obraz
 Zdarzyła mi się  pierwsza w życiu przygoda filmowa. Najpierw, wiadomo casting, w którym "zagrałam" żółwia, a właściwie żółwika wykluwającego się z jaja i "pędzącego " do morza, Zostałam sfotografowana i sfilmowana.Padło "zadzwonimy do pani. Po tygodniu zadzwonili. Mam się stawić do mierzenia kostiumów. Pierwszy kontakt z profesjonalną ekipą, kostiumolożką z zespołu producenta i kilka dziewczyn z ekipy hiszpańskiej. Najbardziej luksusowy hotel  w tej części wyspy odnajął salę .Kilka osób oprócz mnie przymierzało różne zestawy i zrobiono zdjęcia.Atmosfera życzliwego profesjonalizmu.Bez pośpiechu, każdy wie co ma robić. Siedziałam i obserwowałam, nareszcie zobaczę jak to się robi.Jak powstaje film.  Na plan miałam się stawić o 7.00, zważywszy odległości musiałam wstać o 5.00-już czułam się jak w filmie.Odrealniona. Strona hiszpańska czyli zaplecze,  świetnie zorganizowane, o 6.00 stało miasteczko namiotów ,  makijażowy, kostiumowy, dwa namioty z jedz...