Przygoda filmowa.
Zdarzyła mi się pierwsza w życiu przygoda filmowa.
Najpierw, wiadomo casting, w którym "zagrałam" żółwia, a właściwie żółwika wykluwającego się z jaja i "pędzącego " do morza, Zostałam sfotografowana i sfilmowana.Padło "zadzwonimy do pani.
Po tygodniu zadzwonili.
Mam się stawić do mierzenia kostiumów.
Pierwszy kontakt z profesjonalną ekipą, kostiumolożką z zespołu producenta i kilka dziewczyn z ekipy hiszpańskiej. Najbardziej luksusowy hotel w tej części wyspy odnajął salę .Kilka osób oprócz mnie przymierzało różne zestawy i zrobiono zdjęcia.Atmosfera życzliwego profesjonalizmu.Bez pośpiechu, każdy wie co ma robić. Siedziałam i obserwowałam, nareszcie zobaczę jak to się robi.Jak powstaje film.

Na plan miałam się stawić o 7.00, zważywszy odległości musiałam wstać o 5.00-już czułam się jak w filmie.Odrealniona.
Strona hiszpańska czyli zaplecze, świetnie zorganizowane, o 6.00 stało miasteczko namiotów , makijażowy, kostiumowy, dwa namioty z jedzeniem, kawa i kanapki już czekały, firma cateringowa uwijała się sprawnie.
O 7.00 pojawił tłum zaangażowanych statystów , młodych ludzi różnych ras, kolorów skóry, wszyscy zdyscyplinowani i gotowi do przeżycia przygody.
Z chłodu nocy, gdy ręce rozgrzewałam kubkiem kawy nagle wstało słońce , pojawiło się raptownie jak to w tej szerokości geograficznej , nie jak u nas z długim przedświtem, od razu zrobiło się ciepło.
7.30. Pojawia się grupa ludzi ubrana na czarno.To reżyser ze swoja ekipą.Duńczycy.
Wielkie chłopy , kamerzyści, technicy a wśród nich skupiony poważny mężczyzna około 45 lat, reżyser, podobno geniusz, tak się o nim mówi w branży.U jego boku bliźniaczy asystent .Co tu się będzie działo.
Ekscytacja.
Grupa wyłoniona w castingu, miedzy innymi ja, dostała nazwę i opiekuna.
Na plaży już stoi scenografia, pewnie od dnia poprzedniego.
Ekipa obsługująca,głównie kobiety (w ogóle większość ekipy to kobiety, mężczyźni noszą elementy wymagające siły fizycznej jak ogromna blenda ) z walkie talkie krążący wśród ludzi i w niewidzialny sposób koordynuje działania.
Przez cały czas ktoś wiedział gdzie ja w tym tłumie jestem, ja nie wiedziałam gdzie mam stać, ale co chwilę ktoś do mnie podchodził i mówił: Elżbieta podejdź tutaj, zrobimy ci makijaż, teraz idź z tą dziewczyną, zostaw swoje rzeczy, nie martw się, tu nic nie zginie,wszystko mamy pod nadzorem.
Teraz skup się na tym co się dzieje na planie..
Zrób to, tutaj.Ok teraz tutaj , świetnie.
Robili jedną lub dwie powtórki, i już po chwili gdzieś indziej pojawiał się nowy temat.
Reżyser cały czas był w ruchu, przechodził z miejsca na miejsce, a z nim kamery i asystent który powtarzał głośno to co tamten mu półgłosem powiedział, musiał się starać bo wiatr i szum oceanu był jak zwykle spory. Żadnych megafonów, żadnych krzeseł z napisem DIRECTOR.
Asystent skupiony, wiedział jakie imiona mają osoby grające poszczególne postacie.
Elżbieta, podejdź proszę tutaj, tak, dobrze, kapelusz trzymaj prawą ręką.
Ekscytacja rośnie wraz z temperaturą powietrza. Pojawia się dziewczyna ze sprayem, pyta czy może zadbać o moją twarz i ciało.
Akcja rozwija się dynamicznie , ujęcia następują jedno po drugim. nie ma czasu na nudę.W każdej chwili mogę być potrzebna.
Czasem pojawiają się turyści, zwłaszcza w szerokim, ogólnym planie kiedy idzie akcja, a tam jakaś para grubasków w średnim wieku podąża na swoje wakacyjne stanowisko, wszak to publiczna plaża.Dopóki się nie wpakują w kadr, nie ma problemu, mamy taką technikę komputerową w montażu, że się ich zniknie,
Kiedyś byłoby -cat - i nerwy,teraz, no problem.
Był moment kiedy kręciliśmy scenę z wielbłądami, para niemówiących po angielsku weszła w środek kadru i zaczęli sobie z naszymi wielbłądami robić zdjęcia,Ona się ustawia, on bierze dystans z aparatem przy oku, nie zorientowali się ze są w środku filmu. Najpierw ktoś próbował ich przekonać ale nie było siły, wszyscy cierpliwie poczekali aż sobie zrobią foty i pójdą. Byłam pod wrażeniem cierpliwości i zrozumienia.Nie było akcji typu, zabierzcie mi tych ludzi z planu.
Koło południa słyszę jak asystent pyta reżysera kiedy chce zrobić przerwę na lunch.Okazuje się ze chce jeszcze nakręcić sceny zbiorowe.No tak, bo nie wiadomo jak długo będzie dobre światło.
Sceny zbiorowe, kręcone w ogólnym planie, z udziałem sporej ilości statystów, kamera na wysięgniku, my mamy się czołgać po piasku w kierunku wody.
Jedno ujęcie, czołgamy się. powtórka, czołgamy się, a w połowie dystansu mamy wstać i zatrzymać się w ruchu, niektórzy nie rozumieją i nie wstają wtedy kiedy trzeba albo nie rozumieją co to znaczy zatrzymać się w ruchu. Wszyscy musimy powtarzać bo ma być równo.Tak, sceny zbiorowe to prawdziwe realizacyjne wyzwanie.
Dla wszystkich także spore fizyczne wyzwanie, najpierw były żarty, śmiechy, chłopaki chciały być w drugiej linii za pełznącymi dziewczynami, wiadomo , widoki.
Po godzinie przeczołganej w głębokim piasku, nikt już się nie odzywał, wszyscy zmęczeni, a reżyser, ze swojego stanowiska na wysokości 2 metrów wydaje kolejne polecenie,- Jeszcze raz, jeszcze dalej.
Kiedy padło pytanie kto jest chętny w następnym ujęciu zanurzyć się w wodzie, brak entuzjazmu nie zdziwił.
Dopiero obietnica, że kto to zrobi będzie już mógł pójść do domu, skusiła kilkoro śmiałków.
Reszta dopingowała .Na plaży wisiała czerwona flaga, fale były ogromne.
Poszło bez dubli.
Uff, nareszcie obiad, wszyscy spotykają się w namiocie z bufetem.Odprężenie, rozmowy, śmiechy.
Słyszę, że ekipa bardzo zadowolona z pracy, szef produkcji hiszpańskiej rozmawia przez telefon z kimś kto rezerwuje mu lot, jeszcze tego samego wieczoru wraca do Madrytu.Czyli plan kończymy dziś. Czyli wszystko idzie dobrze..
Po obiedzie jeszcze kilka scen, ale już nie zbiorowych , Bardziej kameralnie, z użyciem małej grupy.Mogę się z bliska przyjrzeć jak reżyser zmienia ustawienia osób, elementów sceny, stoi w skupieniu , pojawiający się pomysł natychmiast jest realizowany.Sprawnie przesuwane są samochody, zatrzymywany ruch , a wszystko w tempie, bez pośpiechu, bez napięć ale i bez zbędnych zatrzymań.
I nagle koło 16.00 pada tekst: Ok .mamy wszystko dziękuję wszystkim, byliście świetni.Uśmiecha się,- Do widzenia.
Cała ekipa ubrana na czarno znika, a nasza grupa się odpręża, uśmiechy, teraz dopiero widać jak byli skoncentrowani.Robimy sobie wszyscy zdjęcia, dziękujemy wzajemnie,ściskamy po hiszpańsku.
Jestem ciągle pod wrażeniem.
Nie wiem czego częścią byłam bo temat filmu trzymany był w tajemnicy ale na pewno byłam częścią świetnie zorganizowanego profesjonalnego zespołu, który pracował jak w innym świecie.
Czekam na kolejny.Nie zagrałam jeszcze sceny żółwia.
Najpierw, wiadomo casting, w którym "zagrałam" żółwia, a właściwie żółwika wykluwającego się z jaja i "pędzącego " do morza, Zostałam sfotografowana i sfilmowana.Padło "zadzwonimy do pani.
Po tygodniu zadzwonili.
Mam się stawić do mierzenia kostiumów.
Pierwszy kontakt z profesjonalną ekipą, kostiumolożką z zespołu producenta i kilka dziewczyn z ekipy hiszpańskiej. Najbardziej luksusowy hotel w tej części wyspy odnajął salę .Kilka osób oprócz mnie przymierzało różne zestawy i zrobiono zdjęcia.Atmosfera życzliwego profesjonalizmu.Bez pośpiechu, każdy wie co ma robić. Siedziałam i obserwowałam, nareszcie zobaczę jak to się robi.Jak powstaje film.

Na plan miałam się stawić o 7.00, zważywszy odległości musiałam wstać o 5.00-już czułam się jak w filmie.Odrealniona.
Strona hiszpańska czyli zaplecze, świetnie zorganizowane, o 6.00 stało miasteczko namiotów , makijażowy, kostiumowy, dwa namioty z jedzeniem, kawa i kanapki już czekały, firma cateringowa uwijała się sprawnie.
O 7.00 pojawił tłum zaangażowanych statystów , młodych ludzi różnych ras, kolorów skóry, wszyscy zdyscyplinowani i gotowi do przeżycia przygody.
Z chłodu nocy, gdy ręce rozgrzewałam kubkiem kawy nagle wstało słońce , pojawiło się raptownie jak to w tej szerokości geograficznej , nie jak u nas z długim przedświtem, od razu zrobiło się ciepło.
7.30. Pojawia się grupa ludzi ubrana na czarno.To reżyser ze swoja ekipą.Duńczycy.
Wielkie chłopy , kamerzyści, technicy a wśród nich skupiony poważny mężczyzna około 45 lat, reżyser, podobno geniusz, tak się o nim mówi w branży.U jego boku bliźniaczy asystent .Co tu się będzie działo.
Ekscytacja.
Grupa wyłoniona w castingu, miedzy innymi ja, dostała nazwę i opiekuna.
Na plaży już stoi scenografia, pewnie od dnia poprzedniego.
Ekipa obsługująca,głównie kobiety (w ogóle większość ekipy to kobiety, mężczyźni noszą elementy wymagające siły fizycznej jak ogromna blenda ) z walkie talkie krążący wśród ludzi i w niewidzialny sposób koordynuje działania.
Przez cały czas ktoś wiedział gdzie ja w tym tłumie jestem, ja nie wiedziałam gdzie mam stać, ale co chwilę ktoś do mnie podchodził i mówił: Elżbieta podejdź tutaj, zrobimy ci makijaż, teraz idź z tą dziewczyną, zostaw swoje rzeczy, nie martw się, tu nic nie zginie,wszystko mamy pod nadzorem.
Teraz skup się na tym co się dzieje na planie..
Zrób to, tutaj.Ok teraz tutaj , świetnie.
Robili jedną lub dwie powtórki, i już po chwili gdzieś indziej pojawiał się nowy temat.
Reżyser cały czas był w ruchu, przechodził z miejsca na miejsce, a z nim kamery i asystent który powtarzał głośno to co tamten mu półgłosem powiedział, musiał się starać bo wiatr i szum oceanu był jak zwykle spory. Żadnych megafonów, żadnych krzeseł z napisem DIRECTOR.
Asystent skupiony, wiedział jakie imiona mają osoby grające poszczególne postacie.
Elżbieta, podejdź proszę tutaj, tak, dobrze, kapelusz trzymaj prawą ręką.
Ekscytacja rośnie wraz z temperaturą powietrza. Pojawia się dziewczyna ze sprayem, pyta czy może zadbać o moją twarz i ciało.
Akcja rozwija się dynamicznie , ujęcia następują jedno po drugim. nie ma czasu na nudę.W każdej chwili mogę być potrzebna.
Czasem pojawiają się turyści, zwłaszcza w szerokim, ogólnym planie kiedy idzie akcja, a tam jakaś para grubasków w średnim wieku podąża na swoje wakacyjne stanowisko, wszak to publiczna plaża.Dopóki się nie wpakują w kadr, nie ma problemu, mamy taką technikę komputerową w montażu, że się ich zniknie,
Kiedyś byłoby -cat - i nerwy,teraz, no problem.
Był moment kiedy kręciliśmy scenę z wielbłądami, para niemówiących po angielsku weszła w środek kadru i zaczęli sobie z naszymi wielbłądami robić zdjęcia,Ona się ustawia, on bierze dystans z aparatem przy oku, nie zorientowali się ze są w środku filmu. Najpierw ktoś próbował ich przekonać ale nie było siły, wszyscy cierpliwie poczekali aż sobie zrobią foty i pójdą. Byłam pod wrażeniem cierpliwości i zrozumienia.Nie było akcji typu, zabierzcie mi tych ludzi z planu.
Koło południa słyszę jak asystent pyta reżysera kiedy chce zrobić przerwę na lunch.Okazuje się ze chce jeszcze nakręcić sceny zbiorowe.No tak, bo nie wiadomo jak długo będzie dobre światło.
Sceny zbiorowe, kręcone w ogólnym planie, z udziałem sporej ilości statystów, kamera na wysięgniku, my mamy się czołgać po piasku w kierunku wody.
Jedno ujęcie, czołgamy się. powtórka, czołgamy się, a w połowie dystansu mamy wstać i zatrzymać się w ruchu, niektórzy nie rozumieją i nie wstają wtedy kiedy trzeba albo nie rozumieją co to znaczy zatrzymać się w ruchu. Wszyscy musimy powtarzać bo ma być równo.Tak, sceny zbiorowe to prawdziwe realizacyjne wyzwanie.
Dla wszystkich także spore fizyczne wyzwanie, najpierw były żarty, śmiechy, chłopaki chciały być w drugiej linii za pełznącymi dziewczynami, wiadomo , widoki.
Po godzinie przeczołganej w głębokim piasku, nikt już się nie odzywał, wszyscy zmęczeni, a reżyser, ze swojego stanowiska na wysokości 2 metrów wydaje kolejne polecenie,- Jeszcze raz, jeszcze dalej.
Kiedy padło pytanie kto jest chętny w następnym ujęciu zanurzyć się w wodzie, brak entuzjazmu nie zdziwił.
Dopiero obietnica, że kto to zrobi będzie już mógł pójść do domu, skusiła kilkoro śmiałków.
Reszta dopingowała .Na plaży wisiała czerwona flaga, fale były ogromne.
Poszło bez dubli.
Uff, nareszcie obiad, wszyscy spotykają się w namiocie z bufetem.Odprężenie, rozmowy, śmiechy.
Słyszę, że ekipa bardzo zadowolona z pracy, szef produkcji hiszpańskiej rozmawia przez telefon z kimś kto rezerwuje mu lot, jeszcze tego samego wieczoru wraca do Madrytu.Czyli plan kończymy dziś. Czyli wszystko idzie dobrze..
Po obiedzie jeszcze kilka scen, ale już nie zbiorowych , Bardziej kameralnie, z użyciem małej grupy.Mogę się z bliska przyjrzeć jak reżyser zmienia ustawienia osób, elementów sceny, stoi w skupieniu , pojawiający się pomysł natychmiast jest realizowany.Sprawnie przesuwane są samochody, zatrzymywany ruch , a wszystko w tempie, bez pośpiechu, bez napięć ale i bez zbędnych zatrzymań.
I nagle koło 16.00 pada tekst: Ok .mamy wszystko dziękuję wszystkim, byliście świetni.Uśmiecha się,- Do widzenia.
Cała ekipa ubrana na czarno znika, a nasza grupa się odpręża, uśmiechy, teraz dopiero widać jak byli skoncentrowani.Robimy sobie wszyscy zdjęcia, dziękujemy wzajemnie,ściskamy po hiszpańsku.
Jestem ciągle pod wrażeniem.
Nie wiem czego częścią byłam bo temat filmu trzymany był w tajemnicy ale na pewno byłam częścią świetnie zorganizowanego profesjonalnego zespołu, który pracował jak w innym świecie.
Czekam na kolejny.Nie zagrałam jeszcze sceny żółwia.



Martin Werner to nazwisko rezysera .
OdpowiedzUsuńCDN.